Nie można delegować odpowiedzialności za rozumienie własnej firmy

Przez kilka dekad (już nie chcę pisać ile, bo już wiecie😊) miałam przyjemność współtworzyć jedną organizację.

Nie była to tylko praca. To była pasja pełna decyzji, odpowiedzialności, sukcesów, porażek i nieustannego rozwoju.

Przeszliśmy razem od niewielkiej firmy do organizacji zatrudniającej kilkaset osób. Powstawały nowe zakłady, rozwijały się kolejne projekty, rosły przychody i odpowiedzialność. Przez wiele lat właściciel i zarząd patrzyliśmy w tym samym kierunku.

Łączyła nas wspólna wizja. Każdy z nas wnosił do niej coś innego.

Ja patrzyłam na firmę przez pryzmat liczb, procesów, strategii i ludzi.

Właściciel był wizjonerem, który odważnie wyznaczał kolejne cele.

Przez długi czas ten model działał znakomicie.

Dzisiaj, z perspektywy czasu, wiem jednak, że największe zagrożenia dla organizacji bardzo rzadko pojawiają się nagle.

Najczęściej rodzą się po cichu. Nie wtedy, gdy firma ma problemy. Często właśnie wtedy, gdy odnosi sukcesy.

Bo sukces potrafi uśpić czujność.

Zaczynamy wierzyć, że skoro wszystko działa, to będzie działało zawsze.

A przecież każda organizacja się zmienia.

Zmieniają się ludzie.

Zmienia się rynek.

Zmieniają się ambicje właściciela.

Zmieniają się cele.

I właśnie wtedy pojawia się moment, którego nie wolno przeoczyć.

W naszym przypadku również nadszedł taki czas.

Właściciel chciał więcej.

Szybciej.

Odważniej.

Coraz większe znaczenie zaczęły mieć projekty, które miały budować prestiż i otwierać nowe możliwości.

Nasze spojrzenie na rozwój firmy zaczęło się różnić.

To nie wydarzyło się z dnia na dzień.

To był proces. Do organizacji dołączały kolejne osoby, od których oczekiwano, że przyniosą nową energię i nowe kompetencje.

Ja nadal czułam odpowiedzialność za firmę i ludzi.

Starałam się wspierać nowe zespoły, szukać porozumienia i budować wspólny kierunek.

Dzisiaj wiem, że wtedy popełniłam swój największy błąd.

Nie zauważyłam, że moja rola przestała być rolą partnera w budowaniu strategii.

Coraz częściej oczekiwano ode mnie jedynie pilnowania realizacji decyzji podejmowanych przez innych.

A przecież nie da się skutecznie odpowiadać za strategię, której się nie współtworzy.

Nie da się ponosić odpowiedzialności za decyzje, na które nie ma się realnego wpływu.

Nowe projekty nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Pojawiło się rozczarowanie.

Jak to często bywa, łatwiej było znaleźć winnego niż zatrzymać się i wspólnie zrozumieć, dlaczego organizacja zaczęła oddalać się od tego, co przez lata było jej siłą.

To była jedna z najtrudniejszych lekcji w moim życiu zawodowym.

Nie nauczyła mnie nie ufać ludziom.

Wręcz przeciwnie.

Nauczyła mnie, że zaufanie jest fundamentem każdej dobrej organizacji.

Jednocześnie zrozumiałam coś niezwykle ważnego.

Można delegować zadania.

Można przekazywać odpowiedzialność za procesy.

Można budować zespoły pełne kompetentnych ludzi.

Ale nie można delegować odpowiedzialności za rozumienie własnej firmy.

Tego nie zrobi za właściciela ani zarząd, ani dyrektor finansowy, ani konsultant.

Każdy właściciel powinien rozumieć, co naprawdę dzieje się w jego organizacji.

Nie po to, by kontrolować każdy szczegół.

Po to, by umieć zadawać właściwe pytania.

Bo organizacja mówi do nas każdego dnia.

Nie tylko poprzez wyniki finansowe.

Mówi poprzez ludzi.

Poprzez atmosferę.

Poprzez decyzje.

Poprzez procesy.

Poprzez problemy, które wracają mimo kolejnych prób ich rozwiązania.

Przez lata pracy z właścicielami firm zauważyłam, że wielu z nich nie unika odpowiedzialności dlatego, że jej nie chce.

Najczęściej unika jej dlatego, że nikt nigdy nie nauczył ich patrzeć na firmę z odpowiedniej perspektywy.

To nie jest kwestia inteligencji.

Ani odwagi.

Ani zaangażowania.

To kwestia sposobu myślenia o zarządzaniu.

Dlatego dzisiaj nie uczę właścicieli, jak zarządzać firmą.

Pokazuję im, jak patrzeć na swoją organizację, aby wcześniej dostrzegać sygnały, których nie pokazują raporty.

Bo wierzę, że najlepsze decyzje nie rodzą się z presji.

Rodzą się ze zrozumienia.

Jeżeli choć jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu zatrzyma się na chwilę i spojrzy na swoją firmę z większą uważnością, z innej perspektywy to wiem, że wszystkie moje doświadczenia zarówno te dobre, jak i te bolesne  miały głęboki sens.

Nie po to, by oceniać.

Po to, by kolejne firmy mogły rozwijać się świadomie.

A ludzie odpowiedzialni za ich przyszłość nie musieli uczyć się wszystkiego dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

Zapraszam Cię do śledzenia moich publikacji. Dzielę się w nich konkretnymi sytuacjami z mojej drogi zawodowej. Być może te doświadczenia pozwolą Ci spojrzeć na Twoje finanse z nowej perspektywy i zbudować strukturę, która wytrzyma każdy rynkowy wstrząs. Zapraszam do czytania innych artykułów na moim blogu  

Znajdziesz mnie także na  YouTube i na Instagramie